hWysiedleni chcą odzyskać to, co im zabrano

Łemkowie występują o nieruchomości utracone podczas Akcji Wisła

 
Odnowione połemkowskie krzyże i kapliczka w Radocynie pod Gorlicami
FOT. KRZYSZTOF ŁOKAJ


Na wokandę Naczelnego Sądu Administracyjnego wchodzi pierwsza sprawa dotycząca zwrotu mienia przejętego na podstawie dekretu z 1949 r. w ramach tzw. Akcji Wisła, podczas której wielu mieszkańców południowo-wschodnich terenów Polski przesiedlono na ziemie zachodnie i północne. Wyrok będzie miał decydujące znaczenie dla lawiny podobnych spraw, które napływają do wojewodów oraz ministerstw. Przeprowadzona w 1947 r. Akcja Wisła wymierzona przeciw oddziałom Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) polegała na przesiedleniu wielu mieszkańców terenów południowo-wschodniej Polski na ziemie odzyskane. Wśród deportowanych znalazła się również duża grupa ludności łemkowskiej zamieszkującej od stuleci tereny Beskidu Niskiego.

Najpierw wywózki, potem przejmowanie gospodarstw

- Łemkowie doznali w wyniku Akcji Wisła ogromnych krzywd, które trzeba wynagrodzić - mówi Stefan Hładyk, przewodniczący Zjednoczenia Łemków. - Wszystko odbywało się błyskawicznie. Gospodarstwa i wioski należało opuścić w ciągu kilku godzin. Ojciec z babką ledwie zdążyli zabrać na jeden wóz dobytek. Dopiero po 43 latach udało się bratu odkupić w 1990 r. okrojoną część ojcowizny. Dokonane wywózki posłużyły bowiem jako pretekst do odebrania gospodarstw jako rzekomo opuszczonych. 

5 września 1947 r. ukazał się dekret o przejściu na własność państwa mienia pozostawionego po osobach przesiedlonych do ZSRR, dokąd także przesiedlano Łemków, a 27 lipca 1949 r. - dekret o przejęciu na własność państwa nie pozostających w faktycznym władaniu właścicieli nieruchomości ziemskich położonych w niektórych powiatach województw rzeszowskiego, białostockiego, lubelskiego i krakowskiego. W wydanym na podstawie obu tych aktów orzeczeniu Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Gorlicach z 1954 r. uznano "jako opuszczone i nie zajęte w związku z akcją przesiedleńczą do ZSRR oraz w związku z akcją przesiedleńczą na Ziemie Zachodnie i z powodu opuszczenia gospodarstw i przebywania w niewiadomym miejscu pobytu zagrody następujących osób (tu wyliczenie nazwisk) oraz grunty o ogólnym obszarze 726 ha".

Indywidualnych decyzji nie wydawano

Znajdująca się na tej liście Maria Hładyk miała we wsi Kunkowa 11,1 ha, w tym 7,55 ha lasu, którym obecnie władają Lasy Państwowe, oraz 3,55 ha użytków rolnych, rozdysponowanych między indywidualnych użytkowników. W 1999 r. jej wnuk, Stefan Hładyk, złożył wniosek o unieważnienie wspomnianego orzeczenia. Jednym orzeczeniem, wspólnym dla dwóch grup właścicieli: deportowanych do ZSRR oraz na ziemie zachodnie, z powołaniem się na dwa różne dekrety, dokonano niedopuszczalnej, rozszerzającej interpretacji prawa na niekorzyść deportowanych na ziemie zachodnie - argumentował. Pierwszym z tych aktów przejmowano pozostawione mienie z mocy prawa. Dekret z 1949 r., mimo że dotyczył wszystkich nieruchomości należących do konkretnego właściciela, nie powodował formalnie takiego skutku. Wymagał orzeczeń, które miały sporządzać prezydia powiatowych rad narodowych. Zgodnie z obowiązującym wówczas rozporządzeniem Prezydenta RP z 28 marca 1928 r. o postępowaniu administracyjnym powinny to być indywidualne decyzje administracyjne. Decyzji takich jednak w ogóle nie wydawano, operując tylko nazwiskami właścicieli nieruchomości i ogólną powierzchnią gruntów w gromadzie. Twierdzono, że miejsca pobytu wysiedlonych są nieznane, podczas gdy Państwowy Urząd Repatriacyjny posiadał dokładny plan ich rozmieszczenia w konkretnych miejscowościach. Nie było protokołów zdawczo-odbiorczych, a istniejące to notatki bez daty, podpisów i pieczęci. Maria Hładyk nie otrzymała za utracone mienie żadnej nieruchomości zamiennej, gwarantowanej dekretem z 1949 r., ani odszkodowania.

Wojewoda i minister unieważniają, a Lasy skarżą

Ze wszystkich zarzutów wojewoda małopolski uznał za uzasadniony tylko jeden: że brak indywidualnej decyzji uniemożliwił uzyskanie przez Marię Hładyk ekwiwalentu w postaci zarachowania wartości gruntów przejętych przez skarb państwa na poczet wartości należnego jej gospodarstwa zamiennego. Wystarczyło to jednak do unieważnienia wspomnianego orzeczenia w części dotyczącej przejęcia jej nieruchomości, w tym m.in. lasów. Wyjątek uczynił dla działek należących obecnie do osób fizycznych oraz zajętych na drogi, gdzie stwierdził rażące naruszenie prawa. 

W lutym tego roku minister rolnictwa i rozwoju wsi, do którego odwołały się Lasy Państwowe, utrzymał to w mocy. Dekret z 1949 r. nie przewidywał przejmowania z mocy prawa gruntów, które nie były we władaniu właścicieli, lecz jedynie dopuszczał możliwość takiego przejęcia. Nie mógł być więc traktowany jako podstawa nacjonalizacji gruntów przez wydanie orzeczeń administracyjnych zawierających tylko wielkość powierzchni - stwierdził minister. 

Skargę do NSA złożyły Lasy Państwowe - Nadleśnictwo Łosie. Powołując się na rozporządzenie wykonawcze z 1950 r. do dekretu, twierdzi, że wskutek niemożności ustalenia granic gruntów podczas przejmowania nieruchomości musiano ograniczyć się do ustalenia nazwisk i nazwy miejscowości, powołania podstawy prawnej przejęcia i nadania rygoru natychmiastowej wykonalności. Orzeczenie, które zawiera imię i nazwisko Marii Hładyk, ustala, że przebywa w niewiadomym miejscu pobytu i zachowuje tryb przewidziany w tym rozporządzeniu. Jej nieruchomości były ujęte w katastrze, miały księgi gruntowe i nic nie stało na przeszkodzie, aby w wyniku starań, których nie podjęła, otrzymała gospodarstwo zamienne. Nadleśnictwa nie zawiadomiono o prowadzonym postępowaniu. 

Stefan Hładyk traktuje sprawę przed NSA jako pilotażową o dużym wydźwięku społecznym i reprezentatywną dla wielu innych, spowodowanych Akcją Wisła. Rozprawa ma się odbyć w przyszłym tygodniu. 

Danuta Frey