h Obawy ukraińskie, lęki polskie

Dzisiaj w Przemyślu mogą iść ulicą i swobodnie rozmawiać w swym narodowym języku. Jeszcze kilka lat temu tak nie było.

(INF. WŁ.) - Nie obawiam się polonizacji Ukraińców. Przez setki lat ani się nie spolonizowaliśmy, ani nie zrusyfikowano nas - mówi Jarosław Sidor, kierujący przemyskim oddziałem Związku Ukraińców w Polsce. 

- Jestem natomiast zwolennikiem powrotu Ukraińców z województw zachodnich i północnych na tereny południowo-wschodniej Polski, czyli na swoje ziemie etniczne, ziemie ojców i dziadów. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie będzie to proste, gdyż obecnie sama chęć powrotu nie wystarczy. By wrócić na ojcowiznę, trzeba mieć i środki na to, i pracę na miejscu - dodaje nasz rozmówca.


Obecnie plany powrotu mniejszości ukraińskiej z północnej i zachodniej części naszego kraju na tereny południowo-wschodnie, a zwłaszcza do Przemyśla i w jego okolice, przygotowuje Związek Ukraińców w Polsce. Kierownictwo związku zapewnia, że nie chodzi im tylko o sam powrót w sensie fizycznym, ale też, a może przede wszystkim, o odnowę duchową i wzrost świadomości narodowej Ukraińców, głównie młodego pokolenia. Władze związku obawiają się bowiem całkowitego spolonizowania się mniejszości ukraińskiej. 

O przygotowywanym programie powrotu dopiero od "Dziennika" dowiedział się prezydent Przemyśla, ale także wybitni historycy dziejów Ukrainy, prof. Władysław Serczyk z Uniwersytetu Rzeszowskiego, autor m.in. "Historii Ukrainy", oraz dr Grzegorz Motyka z Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie, autor m.in. głośnej pracy "Tak było w Bieszczadach. Walki polsko-ukraińskie 1943-1948". Prezydent Przemyśla nie chciał komentować zamierzeń Związku Ukraińców w Polsce, dopóki znajdują się one w sferze planów. 

Witold Bołczyk z Biura Zarządu Miasta Przemyśla twierdzi, że nie ma obecnie większych problemów między Polakami a mniejszością ukraińską w mieście. Trudno byłoby jednak Ukraińcom znaleźć pracę na ziemi przodków - gdyby wielu z nich chciało wrócić do Przemyśla i do powiatu przemyskiego - ponieważ bezrobocie w Przemyślu wynosi 18,1 proc., w powiecie przemyskim - 17,3 proc., a w województwie podkarpackim - jest ono niemal 18-procentowe (wszystkie dane obrazują stan na 31 marca 2002 r.). 

Anna Pocztar, szefowa przemyskiego koła Związku Ukraińców w Polsce, nie liczy na masowy powrót na ziemie ojców. Nasza rozmówczyni twierdzi, że wrócić mogą pojedynczy ludzie czy rodziny. - Łatwo rzucić hasło, a trudniej jest je zrealizować. Do czego mieliby zresztą Ukraińcy z ziem północnych i zachodnich wracać? Nie tak prosto jest zostawić cały dobytek, na który pracowało się ponad 50 lat. 

Jarosław Sidor twierdzi, że kłopoty i problemy, jakie dotykają mniejszość ukraińską w Przemyślu i okolicach, wynikają z postawy władz centralnych. - Polityka wszystkich rządów w III Rzeczypospolitej nie była i nie jest dla nas przychylna - narzeka szef przemyskiego Związku Ukraińców w Polsce. - Nie utrzymujemy też żadnych kontaktów z Kościołem katolickim w mieście - dodaje. Anna Pocztar twierdzi natomiast, że dzisiaj w Przemyślu można swobodnie iść ulicą i rozmawiać po ukraińsku. Jeszcze kilka lat temu tak nie było. 

Mniejszość ukraińska liczy w Przemyślu około 10 tys. osób. Młodzi Ukraińcy uczyć się mogą w ukraińskiej szkole (podstawówce, gimnazjum i liceum, jest też oddział dla dzieci ukraińskich w przedszkolu). Nikt natomiast nie wie dokładnie, ile liczy cała społeczność ukraińska w Polsce. Piotr Tyma, sekretarz zarządu Związku Ukraińców w Polsce, szacuje ich liczbę na ok. 150 tys., ale też spotkać można dane mówiące, że Ukraińców w Polsce jest od 200 do 300 tys. Przypomnijmy, że w wyniku akcji "Wisła", która trwała od 24 kwietnia 1947 r. do 31 lipca 1947 r., deportowano 150 tys. Ukraińców (z województwa rzeszowskiego - 95 846 osób, a z województwa lubelskiego - 44 728 osób), czyli ok. 90 proc. wszystkich zamieszkujących w tamtym czasie i na terenie obu województw Ukraińców. Wywieziono ich do Polski północnej i zachodniej. Większe skupiska powstały jedynie w ówczesnych województwach olsztyńskim, szczecińskim i wrocławskim. Według prof. Władysława Serczyka, największym obecnie problemem dla mniejszości ukraińskiej jest ich rozproszenie po całym kraju. 

Ukraińcy narzekają najbardziej jednak na to, że są w Polsce obywatelami drugiej kategorii. Twierdzą, że ciągle panuje u nas negatywny stereotyp Ukraińca. Jednak ci z nich, z którymi rozmawialiśmy, czyli Piotr Tyma, Jarosław Sidor oraz Anna Pocztar, sami nie czują się dyskryminowani, co nam przyznali. Prawdą jest jednak, że nie zostali zaproszeni na konferencję naukową Akcja "Wisła" połączoną z otwarciem wystawy "Polacy-Ukraińcy 1939-1947", która odbywała się 18-19 kwietnia na zamku w Krasiczynie, a zorganizowały ją rzeszowski i lubelski oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Twierdzą, że niezaproszenie ich na konferencje można porównać do tego, gdyby np. Rosjanie zorganizowali sesję naukową na temat dziejów Polonii w Związku Sowieckim, a nie zaprosiliby na nią Polonii w Rosji. 

Mimo iż Jarosław Sidor, szef oddziału Związku Ukraińców w Polsce, nie obawia się całkowitego spolonizowania, to jednak wielu Ukraińców boi się tego procesu, o czym mogą świadczyć cele programu związku, w którym zwraca się wielką uwagę na naukę młodzieży historii i kultury ukraińskiej, by uniknąć "całkowitej polonizacji". - W czasopismach ukraińskich toczy się obecnie debata na temat groźby asymilacji. Ale też, przyznać muszę, że mniejszość ukraińska w Polsce ma silne poczucie przynależności do państwa polskiego, Ukraińcy czują się Polakami w sensie przynależności państwowej - mówi dr Grzegorz Motyka z lubelskiego IPN, który wspólnie z Rafałem Wnukiem napisał inną znaną pracę "Pany i rezuny. Współpraca AK-WiN i UPA w latach 1945-1947". Prof. Władysław Serczyk uważa natomiast, że asymilacja Ukraińców jest procesem naturalnym, z którym trzeba się pogodzić i sam w sobie ów proces nie jest niczym złym, o ile nie jest sterowany odgórnie. - Obecnie władze centralne III Rzeczypospolitej z pewnością nie prowadzą celowej polityki polonizowania Ukraińców - twierdzi profesor. 

WŁODZIMIERZ KNAP